Stosunek polskich kibiców do siłacza Mariusza Pudzianowskiego jest syndromem polskiej autodestrukcji. To samo spotykało Małysza i wciąż spotyka Roberta Kubicę.

Stosunek polskich internautów, tzw. głosu ludu kibiców, do siłacza Mariusza Pudzianowskiego jest znakomitym syndromem polskiej autodestrukcji. Nasz naród jak żaden inny lubuje się w opluwaniu bohaterów czy ludzi w jakiś sposób dla Polski zasłużonych.

 "Małysz to zdrajca, Małysz to oszust, nie umiał skakać, od początku" 
 
To samo wcześniej spotkało Adama Małysza. Normalna sprawą jest, że po fali sukcesów, prędzej czy później, ale każdy sportowiec znajdzie się w okresie gorszej formy, tzw. dołku. Gdy Małysz osiągał gorsze wyniki (w czasie gdy był poza pierwszą dziesiątką, a nawet poza 30-stką) natychmiast był upolowany w internecie, krytykowany, odsądzany od umiejętności. Paweł Kukiz wówczas nie wytrzymał i razem z zespołem "Piersi" nagrał o tym piosenkę, której kilka słów cytuję powyżej.
 
Ofiarą tego samego "podejścia" jest Robert Kubica. Ostatnio pod każdym artykułem w internecie Kubica jest odsądzany od czci i wiary. Zarzuca się mu nie tylko brak umiejętności, i to jeszcze przed wypadkiem gdy prowadził F1, ale też obraża się go przypisując mu "gębę" nieudacznika, który nigdy nic nie potrafił.
 
Pamiętam radiową relację z Balu Mistrzów Sportu, gdy Robert Kubica został wybrany głosami widzów Przeglądu Sportowego i Telewizji Polskiej Sportowcem Roku 2008. Zakończył wówczas sezon w F1 na czwartym, niezwykle prestiżowym miejscu. Wszyscy sportowcy pytani na ten temat podczas transmisji w specyficzny sposób złorzeczyli mu, w jakiś sposób zazdroszczą sukcesu, tłumacząc się, że F1 to nie jest sport olimpijski. 
 
Pamiętam jak jeszcze w strongmanach, podczas jednej konkurencji Pudzianowski najdalej ze wszystkich zawodników, a były to mistrzostwa świata, pociągnął TIR-a lub wagon (nie pamiętam), jednak krzyknął wówczas z charakterystyczną kibicowską melodyką: "Polska górą!". To samo było podczas sobotniej gali KSW "Zemsta". Gdy wchodził na arenę, jakiś kibic rzucił mu szalik z napisem "Polska". "Pudzian" na początku był zdziwiony, bo szalik owinął się mu wokoło głowy, ale szybko, co można zobaczyć w internecie, podniósł i rozpostarł szalik krzycząc: "Polska górą!". Wielokrotnie przy tym podkreśla, że trenuje dla Polski.
 
Niestety, jeszcze przed rewanżowa walką z Thompsonem, w internecie zaroiło się od wulgarnych komentarzy na temat Mariusza. W czasie walki gdy taktycznie rozłożył siły, słychać było gwizdy kibiców dopominających się by poszedł "na hurra" jak z Najmanem. "Pudzian" nie przegrał tej walki. Widać, ze jako zawodnik sportów walki zrobił ogromny postęp. Skłonny byłem dać remis, nawet z lekkim wskazaniem na Mariusza. W porządku, powinna być dogrywka, która wszystko by wyjaśniła.
 
Jednak wcześniej wiele razy zdarzało się, że dla polskich zawodników szczególnie w sportach walki, decyzje sędziów są niekorzystne dla Polaków, np. bokserski pojedynek z 18 stycznia 2003 roku o Mistrzostwo Świata WBO Marcina Zegana i pochodzącego z Gruzji reprezentanta Niemiec Artura Grigoriana. Marcin dosłownie pobił Gregoriana, ale to sędziom nie wystarczyło.
 
Zastanawia mnie jednak skąd ta agresja wobec Mariusza i sympatia polskich kibiców do wulgarnego Thompsona, który wcześniej obrażał Pudziana równie mocno jak znienawidzony za to do dziś Najman?
 
Jestem przekonany, że gdyby walka odbyła się w Anglii, to Pudzianowski przegrał by ją właśnie przez decyzje sędziów. Czy wtedy Polacy by protestowali? Zazwyczaj kibicuje się zawodnikowi z kraju gospodarza. Przestańmy się łudzić, że tak nie jest bo to powszechna praktyka. Widać nie w Polsce. Zresztą, to chyba norma, że w Polsce najgorzej są traktowani właśnie Polacy.
 
Decyzja o anulowaniu wyniku pojedynku Pudzianowskiego z Thompsonem spotkała się z ogromnym aplauzem internautów, z których 95 procent wyraziło zadowolenie z takiego obrotu sprawy.
 
Zastanawia skąd u polskich "niedzielnych kibiców" taka jednomyślność i sympatia wobec chamowatego Thompsona. Czyżby Polacy cechowali się obiektywizmem? Oczywiście nie. Wynika z nieuzasadnionej niechęci do Pudzinowskiego, tzw. "nienawiści bez powodu"- najstraszniejszego rodzaju nienawiści. W uczuciu tym Polacy szczególnie lubują się wobec osób zasłużonych, patriotów, działaczy, myślicieli...
 
Niechęć do Pudzianowskiego wynika z takich samych przesłanek jak niechęć do Adama Małysza czy Roberta Kubicy. Polacy lubią ludzi sukcesu pod warunkiem, że ci mogą się im na coś przydać, np. do poprawy własnej wartości i samozadowolenia. Wynika też z hurrapatriotyzmu, a więc braku większej refleksji.
 
Niektórych Polaków porównałbym do kobiet z podbitego kraju, które seksualnie oddają się zwycięzcom
 
Te samo prawo obowiązywało wówczas, gdy Prezydent Polski został przez niemieckiego szmatławca nazwany "kartoflem". Dla mających zaniżone poczucie wartości Polaków była to wiążąca opinia obowiązująca do dzisiaj. Gdy za kimś wprost nie stoi siła i sukces, Polacy oddalają się, niczym fałszywi przyjaciele od swego faworyta. Będąc słabymi, interesuje ich tylko sukces, bo dzięki czyjemu sukcesowi, niczym wampiry, czują się lepiej. Brak sukcesu, aplauzu widowni (sportowej czy politycznej) to wstyd, bo wstydem jest popierać słabego. Stąd bierze się konformizm, który w polskiej polityce zbierze wkrótce straszne plony.
 
Polacy są narodem lemingów. Niczym Ugandyjscy Ikowie cieszą się, gdy komuś z nich coś się stanie, powinie noga, albo wsadzi rękę do ogniska. Polskie kibicowanie jest syndromem "kryzysu duszy Polskiej".
 
Dziś, w Programie III Polskiego Radia w audycji "Za, a nawet przeciw" dowiedziałem się, że 65 proc Polaków uważa, że Polska poradzi sobie z kryzysem, do którego raczej nie dojdzie. Potwierdzały tę opinię spontaniczne wypowiedzi ludzi, nie zdających sobie sprawy z wielu okoliczności globalnych i krajowych. Potwierdza to tezę, że Polacy są w letargu, uśpieni w Matrixie, pozwalają wysysać swoją energię. Wolą słodkie złudzenia, niż brutalną prawdę.
 
Homo sovieticus
 
Rozchwianie, brak pewności siebie, niskie poczucie wartości polskości, opluwanie bohaterów i zasłużonych, to homo sovieticus właśnie...
 
Justyna Kowalczyk i Kamil Stoch w tym sezonie muszą przygotować się na najgorsze. A Ty Mariusz nie daj się i rób swoje! Wychodzi Ci to coraz lepiej.